I to byłoby na tyle… Mam zamiar odpocząć od wszystkiego kilka dni…
Odetchnąć świeżym powietrzem. Potem wrócę do pracy i znów żył będę, tą karczemnie nudną rzeczywistością, opartą na powtarzalności ludzi i zdarzeń… Ale pewnego dnia… może za rok, albo za lat dziesięć… zadzwonię do Jarka, Jacka, Janusza .. „Chłopaku! Masz trochę czasu? Bo wiesz, mam plan…” I wiele, nie będę musiał tłumaczyć..
„Tam za horyzontem coś jest. I może warto to zobaczyć…”. Nie bardzo wiem kiedy, ale tak się stanie z pewnością….

www.rejskuby.pl

10

Posted:

Categories: Dziennik Skippera

Komunikat 23

Pointe a Pitre, Gwadelupa – 09.12.2012. – Pobierz komunikat jako PDF
Finał samotnego rejsu Kuby Rejsu Szlakiem Kolumba z okazji 50 urodzin radiowej Trójki.

Dnia 09 grudnia tuż przed godziną 3 rano czasu polskiego (ok. 22.00 czasu lokalnego 08.12.) Kuba Strzyczkowski zakończył samotny rejs przez Atlantyk cumując jacht s/y Delphia Trójka – w Marinie Pointe a Pitre na Gwadelupie.

Rejs był częścią projektu „Szlakiem Kolumba” wynoszącego łącznie ok.3,500 mil morskich (ok. 6,5 tys. km.) i odbył się w 2 etapach. Pierwszym od Vilamouary w Portugali – 08 listopada – do Las Palmas – 13 listopada, ten etap długości ok. 700 mil morskich (ok. 1,300 km.) Kuba Strzyczkowski przepłynął razem z szefem żeglarskim całego projektu – kpt. Jarkiem Kaczorowskim. Drugi, już w pełni samotny etap rozpoczął się 14 listopada 2012 roku w południe w Las Plamas na Wyspach Kanaryjskich i zakończył się po 24 dniach i ok. 15 godzinach przepłynięciem ponad 2,700 mil morskich w linii prostej (ok. 2,940 mil – licząc całą przebytą trasę „po wodzie” czyli prawie 5,500. km.).

 

W nocy z 8 na 9 grudnia z Mariny Pointe a Pitre – naprzeciw Kubie Strzyczkowskiemu i Delphi Trójce – wypłynął polski jacht SEAQUAL ze skipperem Pawłem Jasicą oraz prezesem stoczni DELPHIA YACHTS – Wojciechem Kotem oraz kpt. Jarkiem Kaczorowskim i koordynatorem Zespołu Brzegowego Rejsu – Januszem Cieliszakiem. Spotkanie na morzu było bardzo emocjonalne. Kuba wyraźnie zmęczony, ale bardzo uśmiechnięty i wzruszony powiedział: „Jestem szczęśliwy – spełniłem co obiecałem. Nie ścigałem się z nikim – tylko starałem się spełnić marzenie swoje i innych… Udało się… Cały rejs dedykuję Trójce z okazji 50 urodzin 3-go Programu Polskiego Radia. Ten Rejs to także świadectwo doskonałej pracy całego Zespołu Brzegowego REJSU. Dziękuję DELPHIA YACHTS za doskonałą łódkę, dziękuje Sponsorom, dziękuje także Głównemu Nawigatorowi, routierowi – Jackowi Pietraszkiewiczowi, który codziennie dostarczał drogą satelitarną dokładne prognozy pogody i proponował najbezpieczniejszy kurs…”

Wg oceny szefa żeglarskiego projektu – kpt. Jarka Kaczorowskiego: „Był to udany rejs – wszyscy cieszymy się z dobrego finału…”.  W porcie na Kubę czekał także jego wymarzony prezent – cukier. To właśnie tego najbardziej brakowało Kubie podczas rejsu.

Strzyczkowski Delphia Trójka i jej Skipper Kuba już w porcie Pointe a Pitre, Gwadelupa 9 grudnia 2012. © Fot. P. Kaja, Mediapartners.pl dla RejsKuby.pl.

Gwadelupa – region zamorski i departament Francji, leży w archipelagu Małych Antyli, wchodzących w skład Karaibów. Wyspa Gwadelupa, powierzchnia: 1,8 tys. km²; ludność: 405 000 mieszkańców (2005), w tym Mulaci (65%), Murzyni (27%) i Kreole (8%), składa się z dwu części: Grande-Terre i Basse-Terre. Najwyższy szczyt (1 467 m n.p.m.), widoczny z wielu mil – to czynny wulkan o nazwie: „La Grande Soufrière”, położony na zachodniej części wyspy.  Gwadelupa została odkryta dla Europejczyków w 1493 roku przez Krzysztofa Kolumba podczas swojej jego drugiej podróży do „nowego świata”. 40 lat później wyspa stała się bazą francuskich piratów, a potem Kompani Zachodnioindyjskiej, a następnie kilkakrotnie była przyłączana do Wlk. Brytanii. Od 1946 r.  stała się departamentem zamorskim oraz regionem zamorskim Francji.

© Wszelkie przedruki i cytowanie informacji z Komunikatów Rejsu – nieodpłatnie wyłącznie za podaniem Źródła: RejsKuby.pl

13

Posted:

Categories: Komunikaty

Komunikat 22

Ocean Atlantycki – 07.12.2012. – pobierz komunikat jako PDF
Trwa 30ta doba Rejsu Szlakiem Kolumba i 23 doba samotnej żeglugi Kuby przez Atlantyk 

(Zdjęcie: Wulkan La Grande Soufrière, najwyższa góra Gwadelupy; źródło: Wikipedia)

23 dni od wypłynięcia z Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich i 30 dni od startu z Vilamoura w Portugalii Kuba pokonał już ponad 90% z zakładanej trasy Rejsu Szlakiem Kolumba. Od Vilamoura, przepłynął już ok. 3,400 mil morskich, pierwsze ok. 700 mil w parze z kpt. Jarkiem Kaczorowskim, a od Wysp Kanaryjskich żeglując zupełnie samotnie pokonał ok. 2,700 mil morskich (ponad 5,000 km.). Przed jachtem Delphia Trójka pozostało jeszcze ok. 200-250 mil morskich czyli ok. 2-3 dni żeglugi. Planowane przybycie do Mariny Pointe a Pitre na Gwadelupie, wyspie odkrytej przez Kolumba, nastąpi prawdopodobnie w dniu 9 lub 10 grudnia 2012. Teraz wszystko zależy od pogody na ostatnim odcinku, a ta jest zmienna.

Przekaz satelitarny Kuby z pokładu jachtu s/y Delphia Trójka – 07.12.2012:

Pozdrawiam z jachtu Delphia – Trójka. Zmęczony, ale szczęśliwy. Bardzo dziękuję za przesyłane pozdrowienia oraz za odwiedzanie naszej strony RejsKuby.pl. To już miesiąc od wypłynięcia z Portugalii. Pomimo pozornej monotonii żaden dzień nie jest podobny do następnego. Za kilka dni zakończy się ta niezwykła przygoda. Dużo nauczyłem się, przede wszystkim o sobie. Zakochałem się także w tym pięknym i dzielnym jachcie. Na szczere, długie rozmowy przyjdzie jeszcze czas. /…/Musze już czuwać, wiele jednostek nie nosi znaczników AIS i nie można liczyć, ze wszyscy wpatrują się w radary. Do zobaczenia i usłyszenia wkrótce  … Kuba”.

Na Gwadelupie na Kubę oczekuje już przedstawiciel Armatora –Wojciech Kot, Prezes Delphia Yachts, a od soboty obecni będą także przedstawiciele Zespołu Brzegowego Rejsu Kuby, organizator projektu – Janusz Cieliszak z MediaPartners.pl i z szef żeglarski Rejsu kpt. Jarek Kaczorowski.   Główny nawigator Rejsu (routier) – Jacek Pietraszkiewicz koordynuje ostatnie dni żeglugi Kuby – na odległość – przesyłając na bieżąco aktualne mapy pogody za po średniactwem łączności satelitarnej.

© Wszelkie przedruki i cytowanie informacji z Komunikatów Rejsu – nieodpłatnie wyłącznie za podaniem Źródła: RejsKuby.pl  (UWAGA: powyższa informacja dotyczy także Polskiego Radia S.A., zarówno relacji antenowych jak i portalu)

2

Posted:

Categories: Komunikaty

Mała awaria zawsze się zdarza :) miałem uszkodzony lik przedni grota, zerwał się jeden z pełzaczy. Rozważałem wejście na maszt ale nie było takiej potrzeby. Poradziłem sobie bez ekscesów. Dramatu nie było, gdyby nie udało mi się zrobić tej drobnej naprawy przy silniejszych wiatrach, a właśnie takie zapowiadają prognozy, musiałbym się zarefować aby nie uszkodzić żagla. Póki co mój nowatorski pomysł działa bez zarzutów. Nie zdradzę jak to zrobiłem, może tę słodka tajemnicę opiszę i oddam na świąteczną licytację?

www.rejskuby.pl

www.rejskuby.pl

PS: Nadal nie mam cukru…rano obudziłem się i myślałem, że coś się zmieniło, że może Mikołaj… ale, nie….

21

Posted:

Categories: Dziennik Skippera

Przed chwilą coś niedużego uderzyło o pokład. Pomyślałem, że to fala, ale jednak rzadko zdarza się fala, która się szamoce. Wyjrzałem i zobaczyłem rybę latającą, tym razem żywą. No, biedaczko pomogę ci, z ratowania ryb jestem tu najlepszy w okolicy. Poczułem się od razu lepiej z powodu pomysłu na dobry uczynek, ale nie będzie mi zaliczone. Ryba kilka razy podskoczyła i zgrabnym łukiem wróciła do wody. Postanowiłem umilić sobie wieczór gorzką już niestety herbatą i kanapką z kawałkiem sera. Oczywiście, jeśli przyjmiemy założenie, że kanapką nazwać można coś, co u podstaw ma suchy jak wiór kawałek deszczułki przypominającej konsystencją płytę paździerzową. Równie dobrze można zrobić z tego podstawkę pod piwo. Pieczywo chrupkie ma ponoć dużo błonnika i ogólnie jest zdrowe. Tak czuję, że jest zdrowe, bo ledwo przechodzi mi przez gardło. Dobrze chociaż, że jest zdrowe skoro musi być niesmaczne. Dlaczego ewolucja tak to wszystko zorganizowała, że wszystkie rzeczy do jedzenia, na które masz zawsze wielki apetyt, które budzą cudne, biesiadne skojarzenia, z których tłuszcz kapie rozkosznie po koszuli, które pachną aromatem tak, że sąsiadów nie można rozgonić, są oczywiście niezdrowe? Czy świat przewróciłby się do góry nogami, gdyby nagle okazało się, że najwięcej tłuszczu, cholesterolu i kalorii mają gotowana marchewka i kalafior? Są to rzeczy oczywiście do przełknięcia pod warunkiem polania ich obficie pysznym sosem skomponowanym na rosole, śmietanie i dajmy na to koprze. Ale co? Ale sos jest niezdrowy. Dajmy pokój, bo człowiek się tylko denerwuje i niepotrzebnie traci kalorie. Wróćmy do kanapki. Otóż jak zwykle, dziwnym zrządzeniem losu nie obyło się bez przygód. Wyfasowałem sobie kanapkę jak się patrzy, gdy nagle mój wzrok przykuła niewinnie wyglądająca etykieta. Na etykiecie sera podano datę przydatności do spożycia… Pędem rzuciłem się do kalendarza, sprawdzając mozolnie dzień i godzinę na wszelki wypadek. Jakby miało to coś zmienić… Przecież wiadomo, że wyrok zapadł. Wyrok nie na mnie, bo kanapka nie zjedzona, ale na rzeczoną jak najbardziej. Nie było wątpliwości. Minęliśmy się z datą o trzy dni. Obsztorcowałem się w myślach okrutnie. Ile było w sklepie opakowań tego sera? Nie wiesz? To ci powiem. Dużo. Bardzo dużo! To ty musiałeś, ciućmo jedna, kupić oczywiście jedyny przeterminowany? Próbowałem ratować sytuację intensywnie wąchając ser. Okoliczność badawcza była jednak niezwykle trudna. Nie wiadomo było czy rozpościera swój zapach naturalny, czy naturalnie zrezygnował ze świeżości. Urocza kanapka, obiekt moich marzeń i westchnień, krynica sytości na pustkowiu głodu, powędrowała za burtę. No, teraz to już Towarzystwo Promocji Ryb „Pan Karp” i same zainteresowane chyba wystawią mi pomnik.

a poniżej martwa poprzedniczka mojego dzisiejszego gościa …

www.rejskuby.pl

12

Posted:

Categories: Dziennik Skippera

Brak wiatru, i dyndająca jak spławik na wodzie łódka. Po dłuższym czasie to może irytować. Szczęk przewalającego się na martwej fali takielunku chrzęści nieprzyjemnie w głowie, a prażące słońce nie cieszy a drażni. Poproszę o wiatr, choć odrobinę, przepowiadam w głowie zaklęcie, a może modlitwę. Ale wiatr nie nadchodzi. Powoli oswajam się z myślą, że oto przyjdzie mi po raz pierwszy w tym rejsie postać dłużej na wodzie. Rozglądam się po niebie w poszukiwaniu jakiejkolwiek chmury, z którą mógłbym wiązać nadzieje. Ale niebo jest czyste. A tak było pięknie z wiatrem. I komu to przeszkadzało? Zaczynam układać już sobie listę pretensji do Niebios, gdy raptem czuję na plecach podmuch. Nie pocieszam się za wcześnie, bo to może chwilowe. Tymczasem jednak, gładka tafla Oceanu powoli marszczy się, a żagiel wydaje się, wraca do życia.
Kiedy za chwilę dakron genuy wybrzusza się i strzela z łoskotem, nie mam wątpliwości. Dziękuję wszystkim odpowiedzialnym za ten szczęśliwy obrót spraw. Delphia niechętnie, a potem śmielej, rusza.
Ciągle nie mogę zdecydować, czy płynąć prosto na cel nieco wolniej na jednym żaglu, czy też nadrobić nieco drogi, ale z udziałem grota, w związku z tym szybciej. Na pełnym wietrze grot przykrywa żagiel przedni, tak więc ten nie pracuje. Można oczywiście płynąć na tzw. „motyla” czyli wyłożyć żagle na jedną i drugą burtę, ale przy zafalowaniu jest to trudne. Istna loteria zwłaszcza, że wiatr niejednokrotnie może się zmienić. I to co dziś wydaje się najlepszym rozwiązaniem, za kilka dni może okazać się zgoła najgorszym. Ale nie mogę narzekać. Noc rozpoczęła się od żwawej i spokojnej żeglugi. Jeszcze tylko tysiąc mil…. A może aż? Wokół łódki słychać rozcinane na pół fale, wracające za chwilę do siebie. Może to śmieszne, ale niemalże mam wyrzuty sumienia, że zakłócam ten odwieczny porządek i rytm Oceanu. Co ty tu robisz człowieku? Dokąd płyniesz tak naprawdę i dlaczego? Za czym gonisz i czego chcesz się dowiedzieć? Co takiego jest warte tych zmagań z żywiołem i strachem? I czy jak w końcu zakotwiczysz, czy ci wystarczy? Jeśli sam mam trudności z odpowiedzią, to jak to opisać? A może nie trzeba. Może to co widzę i przeżywam usprawiedliwia mnie wystarczająco?

2

Posted:

Categories: Dziennik Skippera

www.rejskuby.pl

Dzielnie pracował przez kilka nocy, aż w końcu…. musieliśmy się pożegnać. Dostarczył mi mnóstwo wrażeń. Na dających się we znaki falach, musiałem go demontować w środku nocy. Przypięty do pokładu, na czworakach, walczyłem by latający bom nie zniszczył czegokolwiek na łódce. Udało się! Myślę, że można go naprawić, obcinając na początek końcówkę… Na pokładzie mam zapasowy bom tyle, że muszę się go nauczyć obsługiwać. Nowy jest trochę inaczej instalowany.

Zdjęcie wykonałem aparatem Sony Cyber shot DSC- TX20, a przygotowałem na komputerze Sony Vaio.

9

Posted:

Categories: Dziennik Skippera

Każda noc na Oceanie jest inna. Dziś księżyc nisko zawieszony, świeci niemal całą tarczą. Fala od rufy dodaje prędkości. Powoli nadbiega, tworząc wrażenie większej niż jest w istocie. Jest duża, za chwilę wleje się z hukiem do łódki… Ale nie. Jacht majestatycznie unosi się i płynie dalej prowadzony przez masy wody, która pod nim. Nie mogę oderwać wzroku od tej pogoni fali za falą. Zgaduję, która z nadchodzących będzie największa, która podniesie nas wyżej. Płynę na samym przednim żaglu. Wiatr od rufy i jest go aż nadto. Sześć w skali Beauforta, co rozpędza kadłub do sześciu, siedmiu węzłów. Wystarczająca prędkość jak na noc. Nastawiam alarm w budziku i postanawiam przespać się dwie godziny. Na Oceanie pusto, zatem mogę sobie na to pozwolić. Na wszelki wypadek włączam alarm radarowy na dziesięć mil i przy okazji redukuję nieco genuę. Co tam, popłynę wolniej ale za to spokojniej, bez szarpaniny żagla i hałasu takielunku. Zasypiam szybko i niemalże od razu budzi mnie pisk alarmu. No na to, to się kochani nie umawialiśmy. Miały być dwie godziny snu! Program SailCruiser na moim komputerze pokazuje zbliżający się od rufy statek. Czy ja wożę ze sobą jakiś magnes? Dlaczego, jeśli na całym Oceanie pojawia się gdzieś statek, to musi przepływać obok mnie? Już wiem, że przez najbliższą godzinę nie zasnę i będę go pilnował. Kto wie? A może tam na mostku nie ma nikogo, bo oficer też postanowił zdrzemnąć się na dwie godziny? Bahia Blanca, zapamiętuję nazwę na wypadek gdybym musiał go wywołać. System AIS pokazuje, że to statek cargo o długości dwustu dwudziestu pięciu metrów, płynący do Puerto Ordaz. Co kilkanaście minut wystawiam głowę na zewnątrz i porównuję to co widzę na monitorze, z tym co jest w rzeczywistości.
Malutki to ty nie jesteś… Zawsze w takich przypadkach mam ambiwalentne uczucia. To miło, że na tym pustkowiu są jeszcze niedaleko żywe dusze. Trochę gorzej, że te dusze prowadzą górę żelastwa, które zawsze może być zagrożeniem. Dwukrotnie w takich sytuacjach wywoływałem statki przez radio. Procedura jest prosta. Wszyscy prowadzą tzw. nasłuch na kanale szesnastym. To kanał do wzywania pomocy i nawiązywania kontaktu. Później, by nikomu nie przeszkadzać rozmówcy przechodzą na kanał służący komunikacji „statek do statku” i mogą spokojnie prowadzić dialog. Wpadłem na prosty sposób jak zwrócić na siebie uwagę, a jednocześnie nie denerwować oficera na statku, który moim zdaniem jest trochę za blisko. Nie pytałem o intencje, jak to się zwykle robi, a pytałem o mój AIS. Czy działa poprawnie, bo właśnie mam nowy. Otrzymywałem grzeczną odpowiedź i obserwowałem ekran plotera pokazującego ruch na wodzie. Zawsze zauważałem delikatną zmianę kursu jednostki wywołanej, by zwiększyć odległość między nami. I wszyscy byli zadowoleni. I oficer, który zapewne nie lubi zwracania uwagi przez „szmaciarza” i ja, czując się bezpieczniej. Bahia Blanca wyprzedza mnie w przepisowej odległości, powyżej dwóch mil. Pretensji mieć nie mogę. Jeszcze pół godziny obserwacji dla pewności i mogę ponownie zalec w koji. Tym chętniej, że zaczął padać deszcz…

6

Posted:

Categories: Dziennik Skippera

Powoli mija dzień. Jest już osiemnasta, zatem czas na małe co nieco. Może to będzie makaron z sosem grzybowym? Na szczęście suszone grzyby zabrałem z Polski. Wystarczy je namoczyć, udusić w śmietanie, dodać pieprzu i gotowe. Dodam jeszcze odrobinę sera brie, którego kawałek pałęta się po lodówce. To zagęści sos i nada dodatkowego smaku. Tylko kluski świderki czy długie? A nic, zrobię trochę takich, trochę takich, żeby sobie nie robić kłopotu. Siadam za stołem nawigacyjnym jęcząc pod nosem. Wszystko mnie boli. Ramiona od korb kabestanowych, mięśnie brzucha od napinania bez przerwy w przechyłach, plecy… nie wiadomo od czego plecy. A najbardziej boli mnie prawy łokieć. Kilka dni temu palnąłem tym łokciem o blat. Od tamtej pory przy różnych okazjach i o różne fragmenty umeblowania, palnąłem się jeszcze siedem razy. W ten sam łokieć. Czy ktoś jest w stanie wytłumaczyć logikę tych zdarzeń? Rozumiem raz, czy dwa, ale siedem? Tego nawet rachunek prawdopodobieństwa nie przewiduje. I gdybym jeszcze dla równowagi palnął się w drugi łokieć, lewy(!), który zresztą czekał w nadziei na razy, nie chcąc być gorszym. Ale nie! Pomazańcem został prawy. Masowałem zatem łokieć, zastanawiając się nad swoją kondycją. Obsługa łódki wymaga sprawności i to wbrew pozorom nielichej. Jeśli ktoś wyobraża sobie, że jednym ruchem zawodowca rozpościera się żagle, a dalej włącza autopilota i już można dla rozrywki nurzać się w wannie pełnej piany, jest w błędzie. Niejednokrotnie musiałem błyskawicznie brać się do roboty. Szybkość reakcji, gdy nadchodzi poważniejszy wiatr ma znaczenie. Może stanowić o bezpieczeństwie łódki i żeglarza. Ręka mdleje od korby kabestanu, ale przerwy zrobić nie można. Można za to kręcić drugą ręką. Tyle tylko, że ta po chwili również odmawia posłuszeństwa. Różnica jest taka, że boli identycznie, ale z drugiej strony. Pomaga adrenalina. Na tyle, że wykonuje się te prace nie zwracając uwagi na zmęczenie i ból. A mogłem przed rejsem poćwiczyć w siłowni… Ten zapach siły drażniący nos… Ten szczęk żelastwa, niczym broni krzyżackiej rzucanej pod nogi Jagielle. Ta atmosfera testosteronu cięższego od hantli … Chyba sporo mnie ominęło. Szkoda. Postanawiam, że po rejsie odwiedzę jednak miejsce gdzie wykuwa się rzeźba i charakter. Gdzie hartuje się chuchra jak ja. Tak tylko, żeby pobyć i odetchnąć innym powietrzem. Usiądę sobie cichutko w kąciku i dokończę tę książkę. A dla niepoznaki od czasu do czasu zwilżę czoło zraszaczem do kwiatów. Po to, by nie wywoływać skonfundowania wśród moich towarzyszy od sztangi. Tymczasem muszę sobie radzić z zapasami sił, które mam.

Życzcie wytrwałości
Śmiałek

1

Posted:

Categories: Dziennik Skippera

Organizatorzy Rejsu dziękują Sponsorom za wsparcie i zaufanie, Partnerom za pomoc, i Przyjaciołom za zaangażowanie.
Dziękujemy także Radiowej Trójce (PR S.A. III), TVP Info oraz Redakcji ŻAGLI - naszym Patronom Medialnym za współpracę.
Bez nich ten projekt nie mógłby powstać.

Sponsorzy:
EXTRAL Aluminium, DELPHIA YACHTS, Spółdzielcza Grupa Bankowa, NAVSIM, Uzdrowisko Krynica-Żegiestów S.A. producent wody mineralnej KRYNICZANKA, miasto BYDGOSZCZ organizator Festiwalu STER NA BYDGOSZCZ

Partnerzy:
Przychodnia ALCOR, Portal pogodadlazeglarzy.pl, Towarzystwo Promocji Ryb Pankarp.pl, Agencja Rynku Rolnego, LYO FOOD, CODE ZERO, GARMIN oraz SMART

Przyjaciele Rejsu:
Firma SMART, Firma KNAP, Firma TWINS, Polski Związek Żeglarski (PZŻ), Kpt. Krzysztof Baranowski, Magazyn i Portal WIATR, Portal TAWERNA SKIPPEROW, PORTAL ZEGLARSKI